Coraz więcej kierowców z Afryki na europejskich drogach.
Ratunek dla transportu czy powód do obaw?

Europejski transport drogowy od kilku lat coraz mocniej otwiera się na kierowców spoza kontynentu. Na parkingach i w bazach transportowych można spotkać już wielu pracowników pochodzących m.in. z Azji czy Afryki. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten trend będzie się nasilał. Tym razem nie chodzi wyłącznie o działania pojedynczych firm, ale również o zorganizowany projekt wspierany ze środków Unii Europejskiej.
Kierowcy z Egiptu i Maroka mają trafić do UE
Właśnie rusza druga odsłona programu Skilled Driver Mobility for Europe, znanego jako SDM4EU II. Jego założeniem jest przygotowanie do pracy w europejskim transporcie osób rekrutowanych poza Europą.
Program przewiduje udział około 600 kierowców z Egiptu i Maroka. Zanim trafią oni do unijnych przewoźników, mają przejść proces selekcji oraz specjalistyczne przygotowanie. Organizatorzy chcą zadbać nie tylko o kwestie związane z prowadzeniem pojazdów, ale również o znajomość europejskich przepisów i podstaw językowych.
Pierwsze szkolenia mają odbywać się jeszcze w Afryce Północnej. W projekt zaangażowanych zostanie około 30 lokalnych instruktorów. Dopiero po zakończeniu kolejnych etapów uczestnicy będą mogli przejść procedury wizowe i uzyskać wymagane pozwolenia na pracę.
Włochy i Rumunia już czekają
Wiadomo, że w ramach projektu kierowcy mają zostać skierowani między innymi do Włoch i Rumunii. Do każdego z tych państw przewidziano po 100 pracowników.
Całe przedsięwzięcie ma potrwać do końca 2028 roku. Istotną rolę będą w nim odgrywały organizacje reprezentujące przewoźników, które mają pomagać zarówno w procesie rekrutacji, jak i późniejszym wejściu pracowników na europejski rynek.
To ważna zmiana, bo pokazuje, że zatrudnianie kierowców z państw trzecich przestaje być wyłącznie indywidualną strategią konkretnych firm. Coraz częściej staje się elementem szerszej odpowiedzi na problemy europejskiego rynku pracy.
Brakuje kierowców, więc firmy szukają coraz dalej
Powód jest dość oczywisty. Europejski transport od lat zmaga się z niedoborem kierowców ciężarówek. Jednocześnie wielu obecnych pracowników branży zbliża się do wieku emerytalnego, a młodsze pokolenia nie zawsze są zainteresowane wyborem tego zawodu.
Przewoźnicy muszą więc szukać nowych sposobów na uzupełnienie załóg. Rekrutacja poza Europą może być jednym z nich.
Dla firm oznacza to potencjalnie większą dostępność pracowników i możliwość utrzymania odpowiedniej liczby obsadzonych pojazdów. Z punktu widzenia całego rynku może to natomiast oznaczać mniejsze ryzyko ograniczania przewozów z powodu braku kierowców.
Nie wszyscy są jednak przekonani
Wokół zatrudniania kierowców spoza Europy pojawiają się również pytania i wątpliwości. Jednym z najważniejszych tematów pozostaje przygotowanie nowych pracowników do specyfiki europejskiego transportu.
Praca kierowcy ciężarówki w UE to przecież nie tylko umiejętność prowadzenia zestawu. Dochodzą do tego przepisy dotyczące czasu pracy i odpoczynku, zasady korzystania z tachografów, odmienne regulacje w poszczególnych państwach, dokumentacja przewozowa, a także konieczność komunikowania się z pracodawcą, spedytorem, klientem czy służbami kontrolnymi.
Dlatego kluczowe będzie to, jak dokładnie zostanie przeprowadzony proces szkolenia i weryfikacji kandydatów. Samo zdobycie uprawnień do prowadzenia ciężarówki nie musi jeszcze oznaczać pełnego przygotowania do pracy na skomplikowanym, międzynarodowym rynku.
Szansa dla branży czy presja na wynagrodzenia?
Kolejna kwestia budzi jeszcze większe emocje. Część kierowców obawia się, że napływ pracowników z państw o niższych kosztach życia może w przyszłości wywierać presję na poziom wynagrodzeń.
Z drugiej strony przewoźnicy argumentują, że bez nowych pracowników coraz trudniej będzie utrzymać obecny poziom przewozów. Jeżeli kierowców rzeczywiście będzie brakowało, firmy mogą być zmuszone do ograniczania działalności, a konkurencja o pracownika może dodatkowo podnosić koszty prowadzenia transportu.
W tym ujęciu zagraniczna rekrutacja może być więc nie tyle zagrożeniem, co sposobem na uzupełnienie braków kadrowych.
Najważniejsze będzie to, na jakich zasadach
Sama obecność kierowców z Afryki na europejskich drogach nie musi być ani dobra, ani zła dla transportu. Dużo zależy od tego, jak będzie wyglądało ich zatrudnienie.
Jeżeli kandydaci zostaną odpowiednio sprawdzeni, przeszkoleni, przygotowani językowo i będą zatrudniani na uczciwych oraz przejrzystych warunkach, europejski transport może na tym zyskać. Branża otrzyma dodatkowych pracowników, a firmy łatwiej poradzą sobie z niedoborem kierowców.
Problem pojawi się wtedy, gdy rekrutacja zagraniczna stanie się przede wszystkim sposobem na obniżanie kosztów pracy. W takim przypadku może dojść do konfliktu interesów pomiędzy przewoźnikami a kierowcami, którzy już od lat pracują na europejskich trasach.
Jedno jest jednak pewne: kierowców z Afryki na europejskich drogach będzie prawdopodobnie coraz więcej. Program SDM4EU II pokazuje, że kierunek ten nie jest już tylko efektem działań pojedynczych przedsiębiorstw, ale coraz bardziej zorganizowanym elementem polityki związanej z rynkiem pracy.
A jak Wy oceniacie ten kierunek? Czy kierowcy z Afryki są potrzebnym wsparciem dla europejskiego transportu, czy ich napływ może w przyszłości odbić się na warunkach pracy i wynagrodzeniach obecnych kierowców?