Bałkańscy przewoźnicy szykują kolejne protesty.

Spór zaostrza się


Sytuacja wokół limitów pobytu kierowców spoza UE w strefie Schengen ponownie się zaognia. Organizacje transportowe z Bałkanów zapowiadają nową falę protestów po tym, jak rozmowy z Brukselą nie przyniosły oczekiwanego przełomu. W grę wchodzą blokady przejść granicznych i utrudnienia w ruchu towarowym.

Branża: bez zmian systemowych nie da się pracować

Przewoźnicy z Serbi, Bośni i Hercegowini, Macedoni Północnej oraz Czarnogóry podkreślają, że obowiązująca w strefie Schengen zasada 90/180 dni w praktyce uniemożliwia wielu kierowcom wykonywanie regularnych przewozów międzynarodowych na terenie Unii Europejskiej.

Zgodnie z przepisami obywatele państw trzecich mogą przebywać w strefie Schengen maksymalnie 90 dni w dowolnym okresie 180 dni. Dla kierowców realizujących transport międzynarodowy, którzy rotacyjnie przemieszczają się między kilkoma państwami UE, oznacza to szybkie wyczerpanie limitu – zwłaszcza przy coraz bardziej skrupulatnych kontrolach.

Serbski nadawca publiczny RTS poinformował, że przedstawiciele branży uznali rozmowy z instytucjami unijnymi za nieudane. Według relacji mediów, wszystkie propozycje środowiska transportowego miały zostać odrzucone, a strona unijna miała podtrzymać stanowisko: obowiązuje zasada 90/180 i należy się do niej dostosować.

Dodatkowo pojawiają się już konkretne konsekwencje w terenie. Na przejściu granicznym w Svilaj (granica Bośnia i Hercegowina–Chorwacja) kilku kierowcom odmówiono wjazdu z powodu przekroczenia dopuszczalnego limitu pobytu.

Bruksela: brak wyjątku dla kierowców

Stanowisko Komisji Europejskiej pozostaje jasne – obecnie nie przewiduje się formalnego wyłączenia kierowców zawodowych spod ogólnych zasad krótkiego pobytu w strefie Schengen. Zamiast tego wskazuje się na istniejące rozwiązania prawne, takie jak wizy krajowe czy pozwolenia pobytowe wydawane przez poszczególne państwa członkowskie.

Jednocześnie Bruksela deklaruje gotowość do dalszego dialogu i pracy nad rozwiązaniami przejściowymi, które ograniczyłyby ryzyko zakłóceń w łańcuchach dostaw. Z perspektywy przewoźników z Bałkanów takie działania są jednak niewystarczające i nie rozwiązują problemu systemowo.

Problem szerszy niż Bałkany

Kwestia limitów 90/180 oraz kontroli granicznych niepokoi również operatorów spoza regionu Bałkanów. W połowie lutego koalicja organizacji transportowych z Wielkiej Brytanii skierowała pismo do komisarza ds. handlu i bezpieczeństwa gospodarczego, Maroš Šefčovič, wzywając do wprowadzenia tymczasowych środków łagodzących skutki pełnego wdrożenia systemu wjazdu/wyjazdu.

Chodzi o system Entry/Exit System (EES), którego pełne uruchomienie zaplanowano na 10 kwietnia. Branża obawia się, że nowe procedury – w tym obowiązkowa rejestracja biometryczna – dodatkowo wydłużą czas odpraw i spotęgują skutki rygorystycznego egzekwowania limitu 90/180.

Wśród postulatów brytyjskich organizacji znalazły się m.in.:

Ryzyko dla łańcuchów dostaw

Dla rynku transportowego konsekwencje mogą być odczuwalne bardzo szybko. Wystarczy nałożenie się kilku czynników – wzmożonych kontroli, problemów kadrowych, zatorów na kluczowych korytarzach transportowych czy nowych procedur granicznych – aby czasy przejazdu znacząco się wydłużyły.

Ewentualne blokady przejść granicznych zapowiadane przez przewoźników z Bałkanów mogą dodatkowo zdestabilizować ruch towarowy między Europą Południowo-Wschodnią a rynkiem unijnym. Dla firm logistycznych oznacza to konieczność uważnego monitorowania sytuacji i przygotowania planów awaryjnych – zwłaszcza na trasach prowadzących przez Chorwację i Węgry do Europy Zachodniej.

Na ten moment konkretne daty protestów nie zostały oficjalnie ogłoszone. Branża jednak jasno sygnalizuje, że bez realnych zmian w podejściu do zasady 90/180 napięcie będzie rosło, a skutki mogą odczuć nie tylko przewoźnicy z Bałkanów, ale cały europejski sektor transportu drogowego.